Think-o-matt

Wsłuchaj się w siebie

Myślę, że gdybym miał wymienić jedną z najtrudniejszych rzeczy, przed którą stajesz każdego dnia (i ja z resztą też) to wsłuchanie się w siebie. Takie prawdziwe i głębokie wsłuchanie. Może być to o tyle trudne, bo choć do tej pory próbowałeś, to zawsze jednak coś stawało na drodze do pełnego wyciszenia. I nie masz co się przejmować. Choć niestety wątpię, aby istniała na to uniwersalna recepta.

Luksusowa asceza

Lubię intensywny czas. Gdy dysponując niezmiennie 24-godzinną dobą, można wycisnąć z tych użytecznych 18 godzin jak najwięcej, aby pod koniec dnia czuć się dobrze i powiedzieć przed lustrem: tak, dziś zrobiłem coś fajnego. Ostatnio miałem dużo takich dni z czego bardzo się cieszę, odbyło się to nieco kosztem innych spraw, ale znów staram się wrzucić na luz i nie biczować się zbyt dużo, a uśmiechać się do tych małych sukcesów.

Jeden z nich miał miejsce kilka dni temu, gdy przeznaczyłem sobie weekend na odpoczynek i ładowanie baterii, a jak już wiesz odpoczywać trzeba umieć.

Trafiłem na artykuł, który opisywał ‚próbę’ głównej bohaterki: przez miesiąc miała nosić tylko jeden zestaw ciuchów. Proste. Celem było sprawdzenie, czy tak się da i nie chodziło o brak prania (zawsze byłem zwolennikiem prysznica i pralki), a o wprowadzenie elementu minimalizmu, celem wyeliminowania ubraniowych dystraktorów.

Tak swoją drogą, w ostatniej linijce okazało się, że tekst sponsorowała jakaś firma od szmat i właśnie (dziwnym trafem) tylko minimalistyczne szmaty w swojej ofercie mają. Więc pewnie bohaterka nigdy nie istniała, a to wszystko się urodziło w głowie (niezłego) copywritera, ale wciąż dało mi to do myślenia (zabawne, w jakich ‚źródłach’ można znaleźć inspirację).

Wielcy kreatywni

Tekst nie byłby pełny, a copywriter sobą, gdyby nie przytoczono wielkich tego (i tamtego, hehe) świata tj. Steve’a Jobsa czy Marka Cukierberga (kolesie od apla czy fejsa – przyp. red.). Każdy z nich miał jeden naczelny outfit i dzięki temu ich decyzja o ubiorze była ograniczona między tymi samymi ciuchami w szafie, na fotelu i tymi zbyt czystymi do prania. Słowem: bajka, nie muszą się rozpraszać na głupoty, a skupić jak zarobić kolejne miliardy. Podejście niczego sobie i jeśli miałbym przehandlować honor którejś z moich koszul na rzecz czarnego golfu, to niech będzie i dawajcie mie no te hajsy.

W tekście padło fajne stwierdzenie, że po pewnym czasie bohaterka zaczęła w pełni ignorować swoje (wciąż te same) ubranie, stało się ono przezroczyste i zaczęła dostrzegać ile energii inni muszą przeznaczać na ten aspekt.

I tak sobie myślę: cholera, ona ma rację. Regularnie kupowanie, przymierzanie, przeglądanie, dopasowywanie i w ogóle przejmowanie się tym, co aktualnie ma się na sobie zużywa energię. Ostatnio jestem zwolennikiem teorii, że mamy skończoną ilość energii, więc jeśli taki CEO jeden z drugim mówią, że chodząc wciąż w tych samych spodniach czy bluzach mają więcej energii na ważne rzeczy, to stwierdzam, że ta teza nie musi być wcale taka durna. Nawet, jeśli zalatuje ona jakąś transcendencją.

Persona (nie)publiczna

Zacząłem w głowie kopać głębiej wokół tego tematu i próbować przeanalizować, ile energii poświęcamy na podobne błahostki, bo przecież nie o same ciuchy z przykładu tu chodzi. Czy są to rzeczy niezbędne? Co by się stało, gdybyśmy stwierdzili: a srał to pies i robili po linii najmniejszego oporu. Na ile opinia innych ludzi jest ważna (odp. – wcale), albo inaczej: na ile mocno ludzie mają w dupie jak wyglądasz? Dopóki nie zaczniesz swoją wonią przeganiać współpasażerów na drugi koniec tramwaju, to nawet czerwony irokez i metr kwadratowy tatuaży nie zrobią na innych większego wrażenia. A raczej zrobią, ale co najwyżej na 30 s. Później stwierdzą, że ćpun i ma HIV.

Więc może po prostu warto zrobić dogłębny rachunek sumienia, wyspowiadać się przed samym sobą, aby znaleźć grzechy ciężkie od dawna pielęgnowane i eliminując je, dać żyć prawdziwemu ‚ja’? Temu już zapomnianemu, ukrytemu pod grubą warstwą konwenansów, filtrów na snapczacie, postów na fejsie i przejmowaniem się, czy ten kawałek szmaty (bądź ten kolor włosów) jest OK.

Nie wiem czy jest OK. I ty również nie wiesz. Może teraz tak, ale za rok już chyba nie, a już na pewno pojutrze to będzie bez żadnego znaczenia, ponieważ nikt o tym nie będzie pamiętać. Poza tobą. Więc nie zawracaj sobie głowy takimi głupotami, a zamiast tego przypomnij sobie, kiedy ostatni miałeś krystalicznie czysty umysł i dlaczego było to tak blisko dzieciństwa. I dlaczego wtedy (nawet przez pół sekundy) nie istniał problem wsłuchiwania się.

M.

You Might Also Like