2-w-1 Life-o-matt Matt-and-Sonia Think-o-matt

Witaj ‚ludzki’ avatarze

Avatary. Ludzkie avatary w internecie, na telefonie, tablecie i komputerze. Zbiór avatarów jest twoimi znajomymi na fejsie i uśmiechający się avatar sygnuje każdy komentarz. Surrogates się dzieje tu i teraz. Powiem ci dlaczego.

Seria #‎matt_and_sonia‬ żyje i ma się dobrze. Wracamy z tematem.

Matt

Cieszę się, że jesteś człowiekiem – ma to wiele zalet. Na przykład kciuk chwytny, który pomaga (a w sumie umożliwia) trzymanie długopisu. Choć nasi małpi przodkowie też taki mieli, więc jednak to mierna wyjątkowość. To może zdolność do tworzenia społeczeństwa, kultury i wierzeń. Jakoś tak się przyjęło, że gdy z kimś żyliśmy całe życie to po śmierci raczej nie traktuje się ciała jako źródła białka i nie przyrządza steków, malowidła na płótnie czy ścianie jaskiń skutecznie dają upust artystycznym potrzebom, a burza na niebie czy twoje nieudane pożycie, a jakże, małżeńskie jest spowodowane grzechem i gdy się ukorzysz na kolanach problem zniknie. Spójrz, w tej księdze jest tak napisane.

I gdy zbierze się kilka osób obok siebie, to jakoś muszą się dogadywać. No dobra, w sumie nie muszą, ale wybitnie upraszcza to robotę i życie. Od pilnowania stada owiec całej wioski, po wspólne wychylenie wieczorem kielicha i poużalaniu się, że dziesięcina ma niedługo zostać zastąpiona piętnastociną i piekarz piecze chleb ze spleśniałej mąki. Chcecie czy nie, jesteśmy zwierzętami stadnymi i w pojedynkę daleko nie zajedziemy. W jakkolwiek postępowych, liberalnych i wyemancypowanych czasach żyć nam by nie przyszło.

Skoro nie uciekniemy od drugiej osoby, to nasze życie mija na kontaktach z nią. Spotykamy się na każdym kroku, większości nawet nie znamy, część lubimy, niektórzy są neturalni, a pozostałych nie znosimy, ale tolerujemy, bo np. razem pracujemy.

I w zależności od sytuacji zakładamy maski. Raz będziemy kumplem do piwa i rany przyłóż, raz czułym i kochającym mężem, który zapyta córki na jaki splot w warkoczu ma ochotę, raz drogowym furiatem, który wyzywa od chujów kierowcą przed sobą, bo ruszył 0,5 s po zmianie świateł, a jeszcze innym razem wyjątkowo wrażliwą osobą, której elokwencja nie kończy się na poprawnej wymowie croissant. Obracamy się wśród masek i prawie cały życie jakąś nosimy, aż się trafia osoba, przed którą maskę zrzucić warto. I dopiero wtedy oboje dostrzeżecie piękno, bo piękno to jest coś zarezerwowane wyłącznie dla was. Wasza prywatna strefa, do której nikt nie ma wstępu i sami ją kreujecie.

Jednak czy na co dzień w ogóle się nad tym zastawiasz? Włożenie maski następuje automatycznie. Zaraz po goleniu, wybraniu najmniej pogniecionej koszuli i zostawieniu 3/4 kubka kawy, bo jak zawsze zrobiło się późno. Czy kiedykolwiek myślałeś nad tym, kim tak naprawdę jest druga osoba, z którą właśnie siedzisz? Jakie są jej prawdziwe uczucia, cele, marzenia i fantazje? Nawet gdy się zapytasz, to dostaniesz tylko, mniej lub bardziej, przefiltrowany ciąg słów, a nie zwerbalizowaną formę marzeń o kupnie samochodu, przejechaniu wschodniego wybrzeża i uprawieniu seksu o poranku czując na skórze piach, a na twarzy morską bryzę.

I zapamiętaj, że nie pytając nigdy się nie dowiesz. I jeśli, jakimś cudem, jednak wylądujecie w łóżku to módl się, żeby nie miała ze sobą pilota.

 


Sonia

 

Jest miło, naprawdę miło. Śmiejemy się cały czas. Jest też rozmowa, która mi dużo daje i widzę, że jemu też. Ciągle gadamy. O link, jakie to śmieszne! Spójrz na to! Albo nie, czekaj, posłuchaj tego. Wiesz co myślę? Mogę długo o tym pisać. A potem na co masz ochotę? Aj, chcesz tego? Itd. itp.

I znowu to robię… tak bardzo staram się z tym walczyć, ale czasem myślę, że to niemożliwe. Wkładam znowu maskę. Tę jednak nie tak łatwo zdjąć, tutaj nie wystarczy silna wola i głęboka samomotywacja. Ja w wirtualu vs. Ja w realu.

Bo czy to jest maska czy to jestem Ja, a maski nakładam wychodząc z domu jak czapkę na głowę? I to codziennie inną, przecież szef i kolega nie mogą zobaczyć tego samego, to by było zbyt nudne, proste, a przecież ja jestem taką ciekawą osobą, taką inną niż wszyscy. Taaa…

Też tak macie? Piszę z facetem, jest ciekawy, spoko się rozmawia, co ciekawe ma nawet coś do powiedzenia (napisania), a nie powtarza nagłówki z portali, żartuje, no mega. O lubi grafikę, co teraz dzieję się z tym związanego w mieście, kurczę nie znam się na tym, o jest, ciekawe czy słyszał o tej wystawie. Szukam tematu, przecież też jestem ciekawa. Jestem! Jestem?

Wyjdę tylko z pod koca (burito mym alter ego), umyję te trzy kubki po herbacie ze stolika przy łóżku, ale jeszcze tylko jeden filmik, o, kotek.

Człowiek to zwierzę, które żyje w grupach. Europejczyk jest jednak związany ze schedą kultury indywidualistycznej, nie działa naturalnie na rzecz dobra kolektywu. Jest w grupie, ale jego rola jest tam przecież ważna (ba, najważniejsza!), bez niego by nie dali rady. Serio?

Człowiek w pracy, na uczelni, ze znajomymi, w social mediach – zawsze funkcjonuje swego rodzaju grupie. Kiedy to jest prawdziwe Ja w oderwaniu od kontekstu stada? Co jest prawdziwsze – Ja z kolegami? Ja w pracy? Ja z tym gościem z Tindera, tak fajnie się przecież gadało?

Przekonani o swojej wyjątkowości sądzimy, że mamy nad tym kontrolę. Wiesz, co? Kontrolę ma grupa. Oni wszyscy mają nad Tobą władzę. Na dodatek nie świadomie sam im ją oddałeś.

Akceptacja siły stada w totalnej, systemowej skali (polityka, media itp.) czy mniejszej, prywatnej (rodzina, znajomi itd.) nie jest prosta. Wydaję się nam, że wiemy kim jesteśmy i sami o tym stanowimy, ale nie robimy tego sami, robimy to pod wpływem grup odniesienia i dla nich, żeby widziały jak działamy i wyglądamy, słyszały co myślimy.

Człowiek jest istotą społeczną, ok, ale stałe dostosowywanie się do myśli, gustów i poglądów współuczestników zabawy nie jest dobre dla Ciebie. Przecież ja nie chcę iść na tą wystawę grafiki. Koce i herbatki są super w niedzielę!

Chcę tylko, żeby mnie lubili. Chcę żeby mnie akceptowali. Chcę być dobrze oceniana, nie, czekaj, najlepiej oceniana! Ale czy kosztem siebie?

Jestem bardziej sobą z nim na randce, gadając z nim na messengerze, czy bez niego? Nie umiem mówić tego co piszę, więc pewnie wirtual to Ja. Nie czuję tego samego jak piszę, dużo więcej emocji jest na żywo, to pewnie w świecie realnym jestem sobą.

Mam maskę wirtualną? Nie, to jest sto procent mnie, czyli mieszanki wszystkich masek zakładanych przed każdą osobą w moim życiu.
Kim więc jestem? Częścią stada i wypadkową wpływów grup w nie wchodzących. Dobrze jest jednak świadomie ograniczyć te grupy. Nie daj się! Nie każdy musi Cię lubić.

P.S. Kocyki są super!

You Might Also Like