Psych-o-matt

To nie ty pociągasz za sznurki

Iluzja. Żyjemy w świecie wielkiej iluzji gdzie wykreowana przez scenarzystę postać ma większą siłę oddziaływania niż osoba czyniąca dobro. Dobro się nie sprzedaje – dobro jest nudne. Jeden wielki humbug, który zamienia nasze życie w Truman Show a my zamiast spoliczkować producenta pytamy się kiedy drugi sezon.

Witam cię oto. W wykreowanym plastikowym świecie, który jest tak bardzo realny, jak pieniądze na twoim koncie. One nic nie znaczą. Są częścią samonapędzającego się długu i dopóki choć jedna persona ich używa dopóty mają wartość. Wypłaćmy nagle wszystkie pieniądze z banków. Zdziwisz się, że bankier szybko łopatą zaskropie o dno skarbca i monet dla ciebie nie wystarczy.

A przecież obiecali.

Tłamś ludzkie potrzeby. Podcinaj skrzydła kreatywnym. Rzucaj kłody pod nogi. Życz źle sąsiadowi. Próbuj narzucać swoje zdanie. Przekrzykuj – nie dyskutuj. Konsumuj.

Otaczający nas świat jest misterną pajęczyną subtelnych zależności. Zależności ludzi, firm, korporacji i możnowładców. Nie jesteś nawet ziarnkiem piasku. Jesteś pyłem. Ja jestem pyłem.

Nie łudźmy się, że globalnie coś znaczymy. Nic nie znaczymy, bo nad nami zawsze ktoś jest. A dopóki jest i patrzy to nie wiesz kiedy powie, że mu się widok nie podoba.

Żegnaj ty. Żegnaj ja.

Brzmi to fatalnie – wiem. Ale nie jestem tutaj aby cię pocieszać. Nie będę cię klepać po plecach i mówić, że będzie dobrze. To jest gównorada. Ja nie daję gównorad. Bo zawsze czeka ktoś, aby wyśmiać twój upadek. Zgnoić po porażce. Dobić po bitwie.

Wyśmiać marzenia.

To jest świat ludzi z pianą na ustach. Skurwysynów, którym nie wyszło. Nie wyszło, bo nigdy nie spróbowali i nie podjęli walki. Nie próbowali poznać siebie, nie próbowali nawet lekko nagiąć tego metalu, z którego są wykuci. Nie mówiąc o tym, żeby go złamać. O ile jakikolwiek metal w sobie mają.

Myślisz, że sukces czeka na ciebie z bombonierką w parku? Podczas niedzielnego poobiedniego spaceru dojrzysz siedzącą uśmiechniętą ideę, która czule wyszepta do ucha: weź mnie? Dam ci szczęście? Sławę? Sukces?

Pieniądze?

Sukcesem są małe kroczki. Te bazgroły gdy uczysz się japońskiego i grymasy na twarzy nauczyciela gdy pierwszy raz bierzesz do ręki skrzypce. Zaczynasz od zera, ruszyłeś dupę, nie jesteś kolejną nudną pizdą, z którą nie ma o czym pogadać przy piwie. Bądź z siebie dumny. I wyrozumiały.

Bo dla innych mamy tej wyrozumiałości jakoś więcej niż dla siebie.

I tak centymetr za centymetrem, metr za metrem, kilometr za kilometrem. Zaczynasz się poruszać. Przyzwyczajasz się do tego, masz z tego satysfakcję, staje się to częścią twojej codziennej rutyny. Oszukałeś własną strefę komfortu wciągając do niej coś, co było jeszcze do niedawna jej śmiertelnym wrogiem.

Nim się obejrzysz, a przebiegniesz maraton. Później 100 kilometrów. Zobaczysz, że chcesz więcej.

Aż dobiegniesz do krawędzi.

I co? Zawrócisz?

You Might Also Like