Sport-o-matt Think-o-matt

O piłkarska reprezentacjo nasza najlepsza

Na plakatach (bardziej niż zwykle) atakują nas reklamy telewizorów, a Lewandowski jest rozrywany przez agencje ‚kreatywne’ i zdążył już reklamować wszystko za wyjątkiem wędlin, więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zaczął się sezon EURO 2016, na który wszystkie Janusze z wąsem nie- i dokonanym z niecierpliwością czekali. I jest to czas, gdy najchętniej wyjechałbym na sąsiednią planetę. O ile miałaby wi-fi.

Piłka nożna sportu zbawiciel

Narodowa fascynacja piłką nożną jest dla mnie zagadką nie mniejszą, niż stanie w kolejce do Manekina, ciastka Oreo czy kradnięcie woreczków do bułek w markecie. Fenomenu pewnych rzeczy i zjawisk po prostu zrozumieć nie jestem w stanie, a narodowa feta odbywająca się mniej więcej co dwa lata (raz mundial, raz EURO) trochę przypomina mi nerwowy śmiech na kawał opowiedziany przez szefa. Bo nie zaśmiać się nie wypada.

Jest to o tyle dziwniejsze, że krajem z piłkarskimi tradycjami zdecydowanie nie jesteśmy. Ot, za dzieciaka każdy w tę piłkę kopie (nawet ja, bo na wuefie kazali), ale równie dobrze moglibyśmy się kupą i narodem fascynować grą w tysiąca i makao, które mają jeszcze większe grono zaangażowanych graczy, ponieważ dochodzą zawodnicy płci żeńskiej. Brydż już nie, bo za nudny.

Czekamy więc dwa lata, aby dać upust piłkarskim emocjom, które przez ten czas się w nas kumulowały i wielokrotnie już (za sprawą wzorowej gry reprezentacji), powodowały składanie ślubowań jak „podajniekrytystoikurwa”, „co za patałachy” czy „sędzia chuj”. Myślę, że nieprzypadkowo wybrano okres przerwy 24 miesięcy, ponieważ umożliwia to uzupełnienie swojej (niemalże doskonałej) wiedzy piłkarskiej i zapamiętanie wszystkich alternatywnych wizji przyszłości i mistrzostw „gdyby to jednak Polska wyszła z grupy”.

Sportowych emocji trans

Sport to emocje, a co dopiero emocje przy prawdziwej perle w koronie, polskim Ericu Claptonie wśród muzyków czy Kopi luwak wśród kaw, czyli przy piłce nożnej – sporcie narodowym i królu wszystkich dyscyplin. To w niej, katolicki naród potomków Jana III Sobieskiego, stawia opór niczym pod Wiedniem (w tym roku we Francji, ale 4 lata temu na własnych ziemiach) pogańskiej hołocie z Europy i świata, pokazując na co stać 11 husarzy na boisku i że z nami to nie przelewki. San Marino w 2013 roku przekonało się o tym na własnej skórze i nasze skarby rozgromili ich 5 : 1.

5 : 1!!!

Psychologowie mówią, że wielu z zawodników drużyny przeciwnej po tym meczu rzuciło pracę w kawiarniach i permanentnie zamknęło swoje zakłady fryzjerskie. Smak porażki okazał się zbyt gorzki.

A pamiętacie mecz z Portugalią? Tym to dopiero w pięty poszło. W 2012 roku włoiliśmy im 0 : 0, co skutecznie zbiło ich z pantałyku i nie mogąc poradzić sobie z porażką, odpali już w półfinale.

Nasze piłkarskie złotka

Widać więc, że piłkarskie sukcesy naszej reprezentacji są na wyciągnienie ręki – wystarczy po nie sięgnąć. Poczuć tego prawdziwego ducha sportowej rywalizacji, a nie tylko myśleć o absurdalnych pieniądzach i komercjalizacji za tym wszystkim stojących. Bądźmy szczerzy, gdyby nie pieniądze nie było żadnych sukcesów, a zawodnicy poświęcają swoje całe życia, żebyśmy my (kibice) mogli być z nich niezmiennie dumni przed telewizorami.

Dziękuję wam piłkarze.

Nie to co z siatkarze, będący mistrzami świata w 2014 roku. Albo szczypiorniści, jako 3. światowa drużyna w roku 2015.

To są dyscypliny dla ciot bez kasy.

NO PODAJ MU KURWA, NIEKRYTY STOI!!!

Polska gola.

You Might Also Like