Life-o-matt Think-o-matt Wkurw-o-matt

Nie bądź miły dla innych

Chociaż nam zawsze powtarzano coś odwrotnego. Bądź miły, to inni będą dla ciebie też mili. Poświęcaj się, to inni też się dla ciebie poświęcą. Dostaniesz w twarz, to nadstaw drugi policzek. Po wyjściu z toalety umyj ręce. I wiecie co? To wszystko gówno prawda. No, może poza myciem rąk. Nie wiem jak, kurwa, można tego nie robić, niezależnie czy się trzymało właśnie swoje przyrodzenie, czy tylko głaskało się je przez kawałek celulozy.

Z biegiem lat zatraciliśmy zdolność wkładania stóp do ust, powróciliśmy do wiary w św. Mikołaja gdy słyszymy o systemie emerytalnym i jak to ZUS nas utrzyma na starość, porzuciliśmy kaszki owocowe na rzecz burgerów, a mimo wszystko nadal się nas karmi dziecięcymi mądrościami, przy których nawet sok z gumijagód nie kojarzy się z amfetaminą, a smerfetka jest dziewicą i wcale nie musi obsłużyć 50 niebieskich chłopa mieszkających w zagrzybiałych kawalerkach. I czasami się naprawdę poważnie zastanawiam, jak gatunek ludzki mógł przetrwać tak długo, skoro te bzdury żyją co najmniej 2000 lat, bo o części z nich rzekomo wspominał koleś, którego ostatecznie ukrzyżowali. No ale był żydem, więc nie trzeba go za bardzo żałować. Co innego, gdyby był katolikiem.

I tak wkładają nam do głowy te frazy rodzice czy znajomi, którym ufać powinniśmy, albo raczej jeszcze nie nauczyliśmy się brać poprawki, że więzy krwi czy ilość wspólnie wypitego alkoholu niekoniecznie wiąże się z zanikiem umiejętności pierdolenia głupot, a sam wiek może oznaczać co najwyżej tyle, że ta osoba przeżyła tyle dni pomnożone przez 365.

Chłonięcie ‚mądrości’ od innych. Uwielbiam to.

Dlaczego ten ktoś inny ma być w jakikolwiek sposób większym autorytetem ode mnie?

Co gdy się pojawił ktoś nie biorący wszystkiego na wiarę i zadający pytania?

Najłatwiej było go odizolować i poddać ostracyzmowi, żeby (nie daj Borze) na integralności innych nie pojawiła się rysa. Od niej tylko krok do pęknięcia, a później rozłamu. A jak powszechnie wiadomo rozłamy są złe. Zobaczcie co się stało z kościołem, czy Związkiem Radzieckim. Przecież przed rozpadem wszystko było cacy.

I to właśnie ci inni mówią nam, że powinniśmy być mili dla innych czy raczej innych, co jest banalnie prostą sztuczką na zapewnienie uśmiechu tam, gdzie plucie w twarz jest takie jakby zbyt częste. Mamy się tym zbytnio nie przejmować, a robić dobrą minę do złej gry i każdego na start obdarzać kredytem zaufania. O ile ta ostatnia część jest jak najbardziej właściwa (nie masz żadnych podstaw do bycia smutnym i wrednym burakiem dla nowo poznanych osób), tak jeśli ktoś przy pierwszym kontakcie wspomniany kredyt bezczelnie wyszarpie ci z portfela, a ponadto sprawdzi pozostałe kieszenie czy jeszcze nie zostały jakieś drobne na colę, to takiej osobie możesz śmiało powiedzieć prosto w twarz: spierdalaj, i nie czuć nic poza poczuciem zdrowego egoizmu i dobrze spełnionego obowiązku.

Nie wierzysz w to co mówię? Przypomnij sobie najbardziej pyszną, pustą i wkurwiającą osobę, która stanęła ci na drodze. Jak myślisz, co mógłbyś zyskać, gdybyś odpłacił jej walutą, którą ona sama się posługuje. Pogardę? Przecież właśnie między wierszami zostałeś zrównany z posadzką i nawet błoto przyczepione do buta twojego mówcy zyskało większy szacunek. A może coś na kształt karłowatego szacunku, gdy gość zobaczy, że jego blefy są bezskuteczne i rykoszet może być całkiem bolesny.

Dlatego pierdol piękne słówka o wzajemnym miłowaniu i odwzajemniaj się innym tym, co od nich dostałeś. Dorośnij i zapomnij te wszystkie puste frazesy, że musisz się każdemu przypodobać. Nie musisz. A już na pewno nie wtedy, gdy masz do czynienia z nadętym bucem.

Ale nie musisz się mnie słuchać i mi wierzyć. Lepiej uwierz sobie, gdy będziesz miał okazję to przetestować.

You Might Also Like