Think-o-matt

Nie bądź masochistą

Poniedziałek, przystanek autobusowy, zapach porannej kawy niesie się z mojego termokubka i okolicznych okien, a obok mnie na ławce przycupnęła dziewczyna zmierzająca również do Mordoru. Gawędzi ze swoim chłopakiem (kochany, odprowadził ją na autobus, chodź sam nim nie jechał) i opowiada jak to jej w życiu i pracy źle. Przez chwilę myślałem, że to sarkazm, ale jednak nie. Wiecie, gadanie, że ‚tyle roboty’ a w praktyce do zrobienia w 5 min. Między usłyszeniem pierwszej zwrotki żalu a znalezieniem przeze mnie słuchawek w torbie minęło może 90 s, a przez ten czas zdążyła namalować w czarnych barwach chyba ze 3 nadchodzące kwartały (księgowej) pracy i drugie tyle swoje życia. I tak sobie myślę: dlaczego?

Mordor

Zanim przyszedłem pracować do Mordoru słyszałem o nim najróżniejsze opowieści. Najwięcej przewijało się tych o negatywnym kontekście: targety, kipiaje (dopiero ostatnio się dowiedziałem czym KPI jest), korki , pani kanapka i orkowie trzepiący nadgodzin nie mniej sumiennie niż panie panowie domu dywany przed świętami. Obraz nędzy i rozpaczy, duże korporacje wykorzystują kwiat polskiej siły roboczej i nabywczej za psie pieniądze, nic tylko kupić metr sznura, znaleźć drzewo i zrobić pożytek z obu.

Los jednak chciał, że i ja wylądowałem w największym zagłębiu biurowym w Polsce, choć w dość łagodnych okolicznościach, bo ‚po prostu’ nam przenieśli tam redakcję. Zarówno fizycznie jak i osobowo, więc po spakowaniu gratów w kartony, a ludzi w taksówki wywieźli nas w nowe miejsce i oto jesteśmy.

I jak nie trudno było się domyślić, plotki okazały się plotkami, a moje życie nadal jest niczego sobie, choć jeśli właśnie zamierzałeś podzielić się ze mną nadmiarem gotówki czy zbędnym sportowym samochodem zagracającym garaż to nie krępuj się i dawaj znać. Kontakt znajdziesz tam na górze. Postawię ci obiad czy coś.

Objaw, nie przyczyna

Zacząłem więc się kolejny raz zastanawiać co stoi za takim obrazem biurowej okolicy i jej renomy, a raczej antyrenomy. I chyba odpowiedź będzie taka jak zawsze, czyli to nie ‚ktoś’ czy ‚coś’ sprawiło biednym orkom taki los, a oni sami (świadomie czy też nie). Najłatwiej na świecie szukać winy gdzieś na zewnątrz i jeśli lubicie historyczne opowieści fantasy, to już kiedyś pisano o dostrzeganiu belki w oku bliźniego, a drzazgi w swoim nie i tutaj zasada jest identyczna. Problemy z poranną depresją, beznadziejnym związek, pustym mieszkaniem, oraz targetami do wyrobienia nie biorą się z powietrza i są tylko pojedynczymi kamyczkami, które układają się na coraz wyższą kupę czegoś nazywanego ‚życiem’. I związanymi z nim problemami.

Nie można tutaj uciekać od odpowiedzialności, żyć z głową w chmurach i kierować się do Nibylandii, bo ‚kiedyś będzie lepiej’. Nie będzie, bo nic nie dzieje się samo. Chyba, że przeziębienie. Żyjesz w teraźniejszości, więc na niej się skupiaj, a przyszłość zostaw sobie na potem, gdy już przekształci się w teraźniejszość. I to przede wszystkim od ciebie będzie zależeć, jaki kształt ona przybierze.

Może być lepiej

I w dowolnym miejscu na ziemi, w dowolnej pracy, z dowolnymi obowiązkami, z dowolną kobietą w bikini obok na leżaku czy umięśnionym ciachem masującym ci plecy, dowolnie pojemną garderobą i półką na buty oraz dowolną ilością zer na koncie, nie będziesz bardziej zadowolony ze swojego życia, niż sobie na to pozwolisz. Nie rzucaj teraz wszystkiego co osiągnąłeś w cholerę i nie zaczynaj żyć jak pustelnik, bo radykalne zmiany najczęściej gówno dają. No, może poza mentalnym spokojem na 2 dni, że ‚coś zrobiłeś’, choć bardziej to przypomina przejście na wegetarianizm, gdy nogę toczy ci gangrena.

Więc nie pozwól sobie, żeby twoje życie stało się beznadziejne, przez chujową pracę. Bo takie były, są i będą.

Nie masz zostawać męczennikiem, więc wskazane, żebyś jak najszybciej z niej spierdolił. Jasne, że w praktyce tak tak prosto nie jest, bo jednak każdy ma jakieś zobowiązania i darcie szat na modę Reytana przed szklanym biurowcem co najwyżej poskutkuje wezwaniem ochrony, ale można sobie w głowie układać plan, aby to życie uczynić lepszym. I później go realizować.

Chyba o to chodzi, skoro każdy z nas dostał tylko jedno. Prawda?

M.

You Might Also Like