2-w-1 Life-o-matt Matt-and-Sonia Think-o-matt

Jeśli skakać, to tylko na główkę

Widzisz przed sobą pomost. Jest długi, wąski, brakuje w nim desek, a pozostałe są albo śliskie, albo spróchniałe. Żałujesz, że na niego wszedłeś, bo na brzegu został wygodny koc i turystyczna lodówka z piwem. Wiesz jednak, że jeśli zawrócisz, to kolejnym razem na ten pomost będzie wejść jeszcze trudniej. Więc rozpędzasz się, żeby nie mieć czasu na zastanowienie i skaczesz wkurwiony przebytą drogą. Na główkę.

Oto kolejny wpis z cyklu #‎matt_and_sonia‬.

Matt

Wiecie, że jestem perfekcjonistą? Ja wiem doskonale i robię wszystko, żeby o tym nie zapomnieć. Mniej więcej tak 148x dziennie, ponieważ tyle decyzji przez mój mózg w ciągu doby przepływa, a dopóki każda z nich nie otrzyma zielonego światła, ja stoję jak ten baran w korku przed tobą i blokuję ruch, dopóki nie stwierdzę: kurwa, Skrycki, wybierz cokolwiek. Przecież to tylko jebana kanapka i naprawdę nie można mieć już niczego bardziej w dupie, niż wyboru między pastą jajeczną, a serem i szynką.

Tak potrafi działać mój mózg i choć wtedy mam go serdecznie dość i zastanawiam się kiedy w końcu jego przeszczep stanie się refundowany to stwierdzam: get things done. Zaciskam zęby, obiecuję sobie, że to już ostatni raz i w końcu wezmę się za ten cholerny harmonogram, żeby regularność i skuteczność znaczyła coś więcej niż działanie kofeiny na perystaltykę jelit i zaczynam robić cokolwiek. Bo wiem, że lepiej to zrobić najgorzej na świecie, bo wtedy będzie przynajmniej co poprawiać. Z leżącej przed sobą pustej kartki zrobisz co najwyżej broń miotaną i możesz wybierać wśród papierowej kulki bądź samolotu, ale gdy na tej kartce nakreślisz kilka znaków, to nagle szanse na zamienienie tego w sensowną treść drastycznie rosną.

I wiecie co jest w tym najlepsze? Ten sposób po prostu działa. Nawet jeśli nie wiesz jak coś zrobić, czy jakie konsekwencje to przyniesie (a zaskoczę cię, najczęściej tego nie wiesz), nie ma lepszej strategii jak po prostu zanurzyć się w tym po szyję. Nie małe kroczki i sprawdzanie, czy aby woda nie jest zbyt zimna. Krótki rozbieg i do morza. Teraz właśnie sobie przypomniałem, że na wakacjach tak od zawsze się z nim witałem. A gdy zaczniesz się zastanawiać (a zaczniesz): co będzie jeśli mi się nie uda? To mam dla ciebie jedną krótką odpowiedź: nic nie będzie, bo się uda. Może chujowo, może ze złamaną ręką i zbitą dupą, może z dożywotnią nienawiścią do tępych samców, ale uda się.

Bo pomyśl sobie tylko: ile to już takich sytuacji w życiu miałeś, ale mimo wszystko, kurwa, żyjesz. Bo suma summarum nie trafiła się jeszcze taka, która by ciebie przerosła. Inaczej byś nie czytał tego bloga.


Sonia

Wyobraźcie sobie, że budzicie się rano. Razem. Ona tu jest i on jest. I nie jest to romantyczne, jest to po prostu prawdziwe. Idziecie na śniadanie, na plażę nad Wisłą, spacerujecie po torach tramwajowych na zamkniętym moście, a w tle maszeruje demonstracja KOD-u, potem obiad, wernisaż, kino. Nie rozmawiacie dużo, bo już nie musicie. Po prostu prawdziwie jesteście ze sobą.

I nie, nie chodzi mi tutaj o to, że tak szczęśliwym można być tylko we dwójkę, blablabla… Cała przyjemność tego dnia polega na pełnym zaangażowaniu. Pomyślałam jak mało rzeczy robi się tak naturalnie, a jak wiele zmienia to w naszym poczuciu spełnienia.

To teraz inny przykład. Idę rano do pracy, a nie przepraszam do miejsca, w którym odbywam staż. Pracy po dwóch skończonych kierunkach i praktykach zagranicznych przecież nikt ot tak Ci nie da. Głupia ja! Bez pracy à la pańszczyzna i poniżenia szef przecież nie może mi zaufać. Wszyscy musieli to przejść, to i ja muszę, bo przecież nikomu nie może być lepiej. Ale nie martw się za trzy miesiące, jak się wykażesz czeka Cię możliwość zatrudnienia na półroczny okres próbny na umowę zlecenie za 1500 zł!

staz_portfolio

Tak, tak, każdy to zna, a ja się użalam nad sobą. Ale nie o to tutaj mi chodzi! Pomyślcie jakbyście sami do tego podeszli, gdyby pracodawca dawał z siebie 100% i naprawdę chciał Was nauczyć jak dobrze pracować, choć nie płacąc Wam ani złotówki? Ale nie, musimy przecież ciągle być pod presją, stresem i wszystko jest na ASAP. Wszystko jest najważniejsze, tylko nie ludzie. Na pewno są gdzieś inne firmy prawda?

I nie, nie chodzi mi tutaj o to, że to wina tych złych i tajemniczych ICH. Ważny jest włożony koszt i wymagany za to zysk. Jeśli poświęcam swój czas, energie i zaangażowanie mimo tego, że wiem, że nie otrzymam za to wynagrodzenia finansowego zależy mi na innym rodzaju rekompensaty – doświadczeniu, szansie na pracę, nauczeniu się nowych umiejętności, wskazówkach mentora. Jeśli mam już pracę i dobrze ją wykonuję, daje z siebie 100 %, mam niezłe wynagrodzenie, ale nie czuję się spełniona, to poniesiony koszt przewyższa zyski. Wiecie, co myślę? To nie jest dawanie z siebie 100 % tak naprawdę. A zysk? Czy on ma być wynagrodzeniem za długi okres ponoszenia kosztów, cierpień i biczowania?

Wróćmy do początku wpisu. Jest naturalnie, jest wolność, jest dobrze i po prostu jestem. Czy praca musi być inna? Mówi się, że pracuję się po to żeby żyć, a nie żyje po to by pracować. Nie umiem tego zrozumieć. Zawsze dążyłam do tego, żeby moje życie było pracą. Pracą przyjemną, nie, nie łatwą, ale sensowną, taką, która napędza, spełnia pasje i codziennie daje do myślenia. Dawanie z siebie 100% w pracy to naturalne z nią współistnienie. Jeśli spędzasz 1/3 dnia na aktywności, która ma Ci dać wymarzony „zysk” raz w miesiącu i tylko to jest Twoim celem, to nawet jakbyś zostawał po godzinach, co dziennie i był z lepszych najlepszy to i tak więcej poniesiesz kosztów niż otrzymasz wynagrodzenia. Jesteś wtedy biedny, bo nie czerpiesz codziennie nic dla siebie z dnia pracy. Jakbyś codziennie ponosił tylko koszty, a raz w miesiącu dostawał wynagrodzenie w formie jakiś papierków i metalowych talarków. A co jakby codziennie wymieniać się barterowo ­- dawać i zyskiwać jednocześnie? To jest prawdziwe 100%.

Taka ze mnie może mała mądrala, ale wiecie co, może dla samej siebie czasem warto napisać, że codzienne poczucie sensu – w odniesieniu do pracy, relacji, pasji ­­– jest warte więcej niż cała „lista marzeń” do osiągnięcia, którą napisało za mnie społeczeństwo pokoleń X i Y.

P. S. Pozdrawiam przeglądając ogłoszenia o pracę!

 

You Might Also Like