2-w-1 Facet-o-matt Matt-and-Sonia

Dlaczego mężczyźni są beznadziejni?

Lubię używać mądrych słów. Wiecie, rzucicie takim od czasu do czasu i rozmówca ma wrażenie, że rozmawia z kimś cholernie elokwentnym (nawet to określenie samo w sobie już mile łechce ego). Na przykład relatywizm moralny. Albo prościej: jebana hipokryzja. I jej właśnie mężczyźni są pełni.

Kontynuujemy podwójną serię. ‪#‎matt_and_sonia‬ Ready?

Matt

Zabawmy się w pewną grę i opiszmy atawizmy. Wiecie, dlaczego dłubanie w nosie daje więcej radości niż kreska między piersiami Emily Ratajkowski na twoim nowo kupionym jachcie. Albo chętna samica w stadzie nagle staje się wdzięcznym obiektem do kopulacji, choć przed chwilą była tylko przedmiotem sporu w głowie nad szansami przedłużenia rasy ludzkiej, gdybyście na ziemi tylko ona i ty. I już z bólem serca stwierdzałeś, że przez ciebie panowanie homo sapiens właśnie pobiegło końca, bo po prostu: ‚no fuckin’ way’, a tu jej inicjatywa nagle stawia w lepszym świetle ten trzeci podbródek. I już jest to 5/10. Choć poniżej 6 nie schodzisz. Raczej.

Bo samiec nie odpuszcza. Samiec dominuje. Tak mu każe ego, tak mu każe natura i mu każe penis ze źródłem testosteronu poniżej.

Właśnie ego jest sprawcą całego zamieszania. Ten nadrzędny byt, który nieustannie stoi za plecami i zerka przez ramię. Nawet nie musi nic mówić, to jest taki jakby kumpel. Pozornie na dobre i złe, przybije piątkę jak zaliczysz kolejną laskę (i postawi nawet piwo), ale będzie patrzeć tym wzrokiem, gdy po prostu miło spędziłeś z nią czas. Bo miałeś ją zaliczyć, a nie opowiadać historię życia, man.

Więc później pojawia się strach i presja. Kolejne relacje odbywają się pod presją kolesia z zegarkiem i spluwą, który mierzy twoją efektywność. Udało się dopiero na trzecim spotkaniu? Następnym razem ma być na drugim. Dopiero wtedy? A od czego miałeś pierwszy wieczór? Obserwuj ją, reaguj, zaintryguj. Potrafisz to, jesteś w końcu mężczyzną.

Samomotywacja przemienia się w chory reżim, który nie przyjmuje wymówek i nie działa nawet binarnie, a po prostu jedynko-jedynkowo. A gdy się dobrze zastanowisz to wychodzi, że w sumie nawet nie są do końca twoje wymagania, tylko innych członków stada.

Więc co pozostaje takiemu  mężczyźnie? W żelaznych kleszczach między ego i instynktami nie ma innego wyjścia, jak zostać naczelnym rozpłodnikiem i po prostu samcem alfa. Albo przynajmniej próbować.

Pewnie, że się do tego nie przyzna. W końcu to byłoby zrzucenie na chwilę skorupy i wystawienie się na cios. A to boli. Bardzo boli.

Można śmiało próbować rzutować ego między dziedzinami i w nim właśnie upatrywać źródeł wielu beznadziejnych sytuacji. Plemiona tłukły się między sobą, bo dwóch facetów się nie mogło dogadać. Moja krowa. Mój kawałek ziemi. Moja… kobieta. Kobiety gdyby się już spotkały (co mało prawdopodobne, bo w końcu lepiej chować urazę w środku i uśmiechać się, że wszystko jest ok, prawda?) to przynajmniej by sobie wydrapały oczy, albo by się obraziły. I byłby spokój.

Ale nie mężczyźni. Czym lepiej się dowartościować, jak nie kolejnym podbojem? Niekoniecznie łóżkowym. Z biegiem czasu dostali później nowe zabawki, czołgami wojny zaczęło się prowadzić zdecydowanie ciekawiej niż drewnianymi dzidami i tak się to wszystko toczy.

A spróbuj tylko mężczyzno się wyłamać i nie pójść się bić. Chędożyć. Pić. Przykręcić gniazdka. Wybrać knajpy. Ugotować jej tego wymarzonego spaghetti i później 3 godziny rżnąć przerabiając wszystkie pozycje z Kamasutry w tę i nazad. Staniesz się pizdą, a nie mężczyzną.

Więc bierz na barki to swoje samcze brzemię i nie marudź. Pozwól sobie czasami popełnić błąd, zostań czasami samcem beta czy gamma (no omega to trochę przesada), nie pij kolejnej kolejki, gdy nie masz ochoty i zostaw tę laskę, gdy 5 min wcześniej była pasztetem. I na miłość boską przestań interesować się piłką. Albo przynajmniej się przy mnie do tego nie przyznawaj, bo nie postawię ci piwa. Żeby przy nim pogadać o laskach, samochodach i polowaniu…

P.S.

I jednak myliłem się we wstępie. Wciągnięcie kreski jest równie atrakcyjne.

Sonia

Dlaczego mężczyźni są beznadziejni?

Odpowiedź podobna jak w przypadku pań – to tylko ludzie, którzy są częścią stada. Kobiety są beznadziejne, gdy na rzecz wpisania się w strukturę stada pozbawiają się możliwości wyboru. Czy mężczyźni są inni?

Tak, zdecydowanie! I jak nie trudno zgadnąć wszystko opiera się o ego. Jego wybór jest popełniony świadomie i jest naj. Nie chodzi już tylko o przynależenie do grupy, ale i o pozycję w niej. Kulturowa maska lidera stada lub choć lidera samego siebie jest silnie przytwierdzona do niejednej męskiej twarzy.

Dziewczyny często nie chcą się przyznać, że mają wybór, a faceci, że nic nie wybrali (lub wybrali źle). Wbrew pozorom im słabsza jednostka tym mocniej zaznacza swoją nieomylność. Przecież „jestem zajebisty!”.

Niech koledzy widzą, że jego dziewczyna, praca, samochód, poglądy są najlepsze. On je wybrał, on wie, co jest dobre. Potem słychać tylko „ona była suką”, „mój szef to zwykły kutas” i inne usprawiedliwienia. Strach przed przyznaniem się do błędu, odkryciem emocji i poproszeniem o pomoc jest często dużą przeszkodą do przeskoczenia. Egotyzm atrybucyjny bierze górę. I wiecie, co Panowie? To jest właśnie beznadziejne.

Jednak jak się raz krzyknie „hop!” to można odkryć inny świat. Ten za murem zbudowanym z masek, wzorów kulturowych i stereotypów zachowań. Wystarczy raz go przeskoczyć i nieco się rozejrzeć, żeby ten mur sam runął. Nie trzeba go nawet burzyć.

Kobiety często posądza się o to, że są bardziej uczuciowe od mężczyzn. Silna i słaba płeć? Obie potrafią być i silne i słabe.

Mówcie czego chcecie. Co jest dla Was dobre, a co złe. Co Wy zrobiliście dobrze, a co źle. Co czujecie. I mówcie to teraz, w tej chwili.

Ile to razy spotkałam się z sytuacją, gdy po miło spędzonym wieczorze u faceta następował kryzys i, wspomniany wcześniej, mur pękał z hukiem? Zdecydowanie za dużo… I wiecie, co? Nie ja jedna! Moja ewakuacja z jego mieszkania następowała w trybie natychmiastowym.  

I nie, nie znaczy to, że „to zła kobieta była”. Każdy by się przestraszył perspektywy spędzania czasu z osobą, która nie potrafi być szczera nawet sama ze sobą. To tak jakby wejść w relację z połową Waszej osobowości i godzić się na to, że nigdy nie pozna się Was w pełni, bo sami na to nie pozwolicie.

Trzygodzinny monolog o wszystkich złych wydarzeniach z ostatnich tygodni (miesięcy lub lat) na pewno przyniesie Wam ulgę, ba, katharsis, ale pomyślcie ile przed tym spędziliście czasu w napięciu i dyskomforcie trzymania języka za zębami.

Ukrywanie emocjonalności przed oczami całego świata i przyjmowanie pozy niezwyciężonego wojownika tylko eskaluje napięcie. Chcę z Tobą rozmawiać – chcę wiedzieć co czujesz i myślisz. I chcę to wiedzieć teraz, a nie za miesiąc po kilku wspólnie spożytych piwach. Komunikujmy się! Cały czas. A nie tylko w momentach wybuchu. Proponuję prewencję. Spróbujesz?

You Might Also Like