Think-o-matt

Czy jest sens się starać?

Ile razy już zadawałeś sobie to pytanie? Po co się starać, jeśli nie ma gwarancji, że coś się uda? Czy nie lepiej przeznaczyć ten czas i energię na inny, bardziej prawdopodobny, cel, albo najzwyczajniej w świecie nie robić nic i zająć się patrzeniem w sufit oraz spalaniem 10 kcal na godzinę? Wszystko rozbija się o szanse. Aby tak długo z nich korzystać, że w końcu wyjdzie.

I wanna play a game

Nie zawsze prowadziłem tak dobre życie jak teraz. Sporo czasu (przeszło 20 lat) mi zajęło zrozumienie zasad gry, na starcie której codziennie staję. Podstawowe reguły są banalne: przeżyć. Oczywiście po drodze co jakiś czas spotkam smoka chcącego mnie pożreć, czy shitest, który trzeba zdać, ale bądź co bądź chodzi o dążenie do mety, gdzie czeka nas nagroda.

Dębowa, dwumetrowa i wyściełana aksamitem.

Route 66

Zanim jednak dotrzemy do wiecznej mety czeka nas długa droga, która, co oczywiste, różami usłana nie będzie. I trudno nie wpaść w banał mówiąc, że to właśnie ta droga ma kluczowe znaczenie, ponieważ najwięcej frajdy jest w gonieniu króliczka, ale poruszając uniwersalne (a więc i podstawowe) tematy nie wymyślę niczego nowego: wszystko na ten temat zostało już gdzieś napisane bądź powiedziane, a ja co najwyżej mogę to przypomnieć.

Lubię myśleć o życiu jako grze i o sobie jako postaci, która się wciąż rozwija (a przynajmniej do tego rozwoju dążyć się staram). Poruszam się w świecie wśród innych graczy, z których każdy ma własną historię, doświadczenia i porażki, a w rezultacie znajduje się w różnych miejscach planszy, choć przypadkowo mijamy się akurat na ulicy czy na piwie.

Bo nie jest możliwy równy i sprawiedliwy rozwój. Ktoś na starcie dostanie od razu pełne wyposażenie i walka z ogrami będzie nie wiele bardziej wymagająca niż ziewnięcie, a ktoś inny od samego początku będzie miał rzucane kłody pod nogi, choć jedyną jego winą jest to, że został spłodzony w złym miejscu, w złym czasie. Przez dwóch graczy, którym ewidentnie nie wyszło i być może nigdy ponownie się już nie spotkali.

I są to rzeczy, na które nie mamy kompletnie wpływu. Dostajemy je na start i musimy sobie z tym radzić. Oczywiście, że lepiej płakać w ferrari niż w starym oplu, więc ten uprzywilejowany gracz będzie miał łatwiej. Może na starcie, może przez większość gry, ale nie jest to argument, dlaczego ten ‚słabszy’ miałby sobie odpuścić walkę. Powszechną równość i rzekomą sprawiedliwość społeczną zostawmy utopijnym poglądom Karola Marksa (choć akurat o religii jako opium dla mas gadał sensownie), a skupmy się na tym co może zrobić każdy z nas.

Bo zawsze warto spróbować

Próba podjęcia walki to szansa, którą dostaje każdy. Bez względu na kolor skóry, iloraz inteligencji, zawód, pijącego ojca i grubość portfela. Jest to początek biegu, na starcie którego może stanąć każdy, choć nikt nie gwarantuje wygranej (gdyby gwarantował, jaki byłby sens się starać?).

I skoro dostałeś już tę szansę, to najgłupszym co możesz zrobić, to wycofać się rakiem. A powodów do tego będzie milion + 1. I nawet nie zacznę ich wymieniać, bo po prostu szkoda mi czasu. Chodzi o to, że ZAWSZE podjęcie tej próby będzie wiązało się z jakimś ryzykiem. Mniejszym bądź większym. Takie są już zasady tej gry i masz tylko dwie opcje: zaakceptować je, albo zmienić. Z resztą jak ze wszystkim w swoim życiu.

Wciąż jednak nie powiedziałem ci, co daje podjęcie próby. Bo dopóki nie spróbujesz, nie będziesz wiedział. Pamiętaj, że nawet jeśli się nie uda, to miałeś szansę na sukces. I nieważne, że była ona taka malutka.

Nie próbując, wynosi ona okrągłe zero.

I na pewno nie ruszysz się wtedy z planszy.

You Might Also Like