Damsk-o-matt Feliet-o-matt Think-o-matt

Czego tak naprawdę #czarnyprotest dotyczy

Zakładam, że skoro czytasz te słowa, to język polski nie jest ci obcy i prawdopodobnie mieszkasz w kraju, gdzie od niedawna można dojechać autostradą z zachodu na wschód, a w ramach lokalnego jedzenia nad morzem serwuje się oscypki. Ruchy ustawodawcze również nie siedzą z założonymi rękami i aktualnie wzięły na celownik temat aborcji, a za nimi poszła opinia publiczna. Jest to regularna wojna a fronty są dwa: zwolenników i przeciwników. Najwięcej emocji wywołuje oczywiście front anty, który aborcji chciałby kompletnie zakazać. Jeśli sporne (nie)dzieci po osiągnięciu wieku ruchowo ustawodawczego miałyby zajmować bezczelnymi manipulacjami słowami kluczowymi ustawy (nie płód a dziecko, nie przerywanie ciąży a zabójstwo) to ja taką ustawę w pełni popieram.

Strzelamy, ale nie wiemy do kogo

Trochę mnie dziwi, że znajdują się jeszcze śmiałkowie podejmowania tematu aborcji. Po prostu… co w tym temacie można rzec nowego?

Może niektórzy (a szczególnie owi śmiałkowie) nie zauważyli, że obecnie w Polsce mamy już ustawę, która aborcji właśnie dotyczy i moim zdaniem jest to ustawa całkiem niezła. Jeśli miałbym wczuć się w kobietę, to moje damskie alter ego też jej wiele do zarzucenia nie ma. Ciążę można przerwać m.in. w sytuacjach zagrożenia życia czy dużego prawdopodobieństwa upośledzenia płodu. Resztę doczytajcie u źródła – Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny.

Art. 4a.

1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:

1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,

2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,

3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego,

4) (utracił moc)

2. W przypadkach określonych w ust. 1 pkt 2 przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej; w przypadku określonym w ust. 1 pkt 3 lub 4, jeżeli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni. 3. W przypadkach, o których mowa w ust. 1 pkt 1 i 2,

Nie wiem, czy niektórzy zapominają o tym drobnym fakcie posiadania już ustawy, czy pamiętać nie chcą, czy za punkt honoru obrali sobie uchwalenie nowej (bo stara jest przecież stara). Powtórzę raz jeszcze: uważam, że aktualnie obowiązująca jest całkiem niezła. Nie musicie się jednak ze mną zgadzać i tutaj dochodzimy do sedna.

Czym tak właściwie aborcja jest?

Aborcja to usunięcie płodu (płód – określenie medyczne) z ciała matki. I tutaj leży pies pogrzebany, bo dla jednych to po prostu płód, dla innych (już) dziecko, dla pozostałych dziecko po określonym czasie, gdy człowieka trochę bardziej przypominać zacznie np. poprzez fakt posiadania serca czy mózgu. Ja bym wolał raczej posługiwać się oceną przynależności do homo sapiens na podstawie umiejętności poprawnego identyfikowania problemu w dyskusji, ale wtedy aborcja byłaby dozwolona do 115 roku życia płodu.

Mamy więc konflikt o to czy, za którym tak naprawdę stoją odmienne definicje dla tego wielokomórkowego organizmu w macicy kobiety. I możemy rzucać się śnieżkami w tej sprawie choćby do nadejścia wiosny i żadna ze stron swojej definicji nie zmieni.

Nie muszę nawet szukać pełnego tekstu proponowanej przez Inicjatywę Ustawodawczą „Stop Aborcji” ustawy, gdyż słowa klucze: dziecko poczęte (w wyniku niepokalanego włożenia penisa do pochwy i wytrysku), zabójstwo prenatalne czy dzieciobójstwo prenatalne temat w pełni wyczerpują. Nie terminy medyczne (płód) tylko dziecko, nie akt przerwania ciąży, tylko poważne przestępstwo tj. zabójstwo, czy co gorsza: DZIECIO-bójstwo. Dla dzieciobójców czeka nawet dalszy krąg piekła niż dla pedofilów czy osób blokujących drzwi w autobusie.

Jestem uczulony na taką manipulację, gdyż to bezczelną manipulacją jest i zamiast skupiać się na sprawie matki, płodu/dziecka autorzy wolą grać na emocjach i z pianą na ustach nawracać do swoich poglądów. A wsadźcie se te poglądy w dupę. Ja tu przyszedłem dyskutować.

Ile mamy władzy nad swoim ciałem i czy matka ma tyle samo?

Jednak kwestia określenia co jest płodem, co jest dzieckiem i czy już można to usunąć nie wyczerpuje tematu. Nie można zapominać, że ten wielokomórkowy twór znajduje się w kobiecie i ich zdanie również należy brać pod uwagę, jeśli nie przede wszystkim. Ja byłbym raczej wkurwiony, gdyby toczyła się publiczna i sejmowa dyskusja nad możliwością usunięcia mojej wątroby, moralnymi przesłankami za i przeciw, a ja mógłbym wyłącznie się temu przyglądać.

Mamy absolutne prawo do zarządzania swoim ciałem. Chcę mieć kolczyk – robię kolczyk. Chcę mieć tatuaż – robię tatuaż. Chcę zrobić sobie tunele w nosie, przez które widać mózg – robię tunele. Dopóki robimy tylko sobie krzywdę to większego problemu nie ma, bo jak to Korwin nam przypominał: chcącemu nie dzieje się krzywda, czy po łacinie volenti non fit iniuria. Nasze prawo czerpie z tej zasady pełnymi rękoma i jeśli nawet skoczysz z dachu, złamiesz sobie kręgosłup i do końca życia będziesz jadł przez słomkę, to prawna kara cię nie spotka. O ile spadając nie strąciłeś nikomu doniczki z balkonu.

Dochodzimy teraz do matki i jej zakresu praw. Jak daleko jej prawa sięgają i co może zrobić z płodem/dzieckiem? Powraca wcześniejszy problem rozgraniczenia, kiedy płód to płód, a dziecko to dziecko, tylko teraz bezpośrednio uderza to w matkę. Gdybyśmy stwierdzili, że płód, to niech matka sobie robi z nim co chce. Jakoś tak niezbyt uznajemy go za człowieka (do pewnego momentu rzecz jasna), czysta biologia i podział komórkowy, więc niech sobie matka decyduje.

Ciekawiej się robi, gdybyśmy stwierdzili, że od momentu ostatniego pchnięcia penisem mamy już dziecko, a wraz z nim cały pakiet ochronny. Bo religia, bo wiara, bo tarot. Nieważne. Dziecko = człowiek = życie = świętość. Tutaj wchodzimy na moje ulubione poletko moralności, które raczej jest rozległym bagnem i gdy tylko nam wygodnie, to zróżnicowanie do tej moralności podchodzimy. I mamy festiwal hipokryzji. Chronimy tutaj dziecko, ale zabieramy kobiecie decyzję. Bo na przykład bóg. Niefajnie panie boże, niefajnie.

A gdybyśmy sobie znaleźli jakiegoś lepszego boga? Takiego co powie: ej, słuchaj, to od razu jest dziecko, ale lubię cię (wyjątkowo nie mniej niż twoje dziecko) i rób sobie z nim co chcesz. Czyli daję ci wolną wolę (któryś już bóg czasem jej ludziom nie dawał?). Wtedy mogłaby wyjść trochę głupia sprawa, bo oficjalnie bóg zezwoliłby na MORDERSTWO – w końcu uznaliśmy, że dziecko.

A jakby tak pójść na kompromis? Spotkać się po środku? OK, szanuję twoją pełnię praw, ale to coś w twoim brzuchu w pewnym momencie uznajemy już za takiego mini człowieka (raczej medycyna tej chwili z kapelusza nie wyciągnęła), ale trochę nas sumienie gryzie, że możesz zrobić z płodem cokolwiek, to może nie usuwaj, dopóki nie zagraża życiu.

Oh, wait, właśnie powtórzyłem aktualną ustawę.

To może nie zasłaniajmy się jakimś mętnym sumieniem. Tym samym sumieniem, które korzysta z pokrętnej moralności, a ona z kolei nie radzi sobie z problemem zabicia Hitlera za młodu. Śmierć jednego człowieka = ocalone miliony. OK czy nie OK? Jak jeszcze chodziłem do kościoła to mówili mi, że żadnego dobra nie można wyrządzać poprzez zło. Żadnego. Tak więc żegnajcie miliony, bóg tak chciał. Jest miłosierny itd. W niebie jest spoko.

Na pohybel obłudzie

Wiecie, co mnie najbardziej boli? Załóżmy, że wejdzie w życie bardziej liberalna ustawa. W sumie niewiele bardziej, więc z grubsza kształt przytoczonej powyżej (aktualnej) pozostanie bez zmian.

Załóżmy, że jestem za całkowitym zakazem aborcji (religia itd.).

Jestem kobietą.

Zachodzę w ciążę.

Chcę usunąć dziecko bo… <- ALE TO NIGDY SIĘ NIE WYDARZA. Hej, jestem przecież za całkowitym zakazem aborcji. Co mnie obchodzi, że mogę to zrobić, skoro to jest niezgodne z moimi zasadami moralnymi? Nie robię tego i już.

A jeśli inni robią – to niech kierują się własnymi zasadami.

Co z tego, że kiosku są papierosy. Ja nie palę.

Co z tego, że w markecie są ryby. Ja nie lubię.

********

Co z tego, że właśnie poparłam ustawę o całkowitym zakazie aborcji i umieram, ponieważ wystąpiły komplikacje. Albo ktoś mnie zgwałcił, choć seks tylko po ślubie. Widocznie zgwałcił mnie niewierzący.

Tak, też umiem manipulować i grać na emocjach.

M.

You Might Also Like